W dzień końca świata
Pszczoła krąży nad kwiatem nasturcji,
Rybak naprawia błyszczącą sieć.
Skaczą w morzu wesołe delfiny,
Młode wróble czepiają się rynny
I wąż ma złotą skórę, jak powinien mieć.
W dzień końca świata
Kobiety idą polem pod parasolkami,
Pijak zasypia na brzegu trawnika,
Nawołują na ulicy sprzedawcy warzywa
I łódka z żółtym żaglem do wyspy podpływa,
Dźwięk skrzypiec w powietrzu trwa
I noc gwiaździstą odmyka.
A którzy czekali błyskawic i gromów,
Są zawiedzeni.
A którzy czekali znaków i archanielskich trąb,
Nie wierzą, że staje się już.
Dopóki słońce i księżyc są w górze,
Dopóki trzmiel nawiedza różę,
Dopóki dzieci różowe się rodzą,
Nikt nie wierzy, że staje się już.
Tylko siwy staruszek, który byłby prorokiem,
Ale nie jest prorokiem, bo ma inne zajęcie,
Powiada przewiązując pomidory:
Innego końca świata nie będzie,
Innego końca świata nie będzie.
Ja chcialabym, aby nastapil nie tylko moj koniec swiata, ale i koniec swiata calego swiata. Aby samochody nie sunely juz po autostradach, ekspedienci w supermarketach nie obslugiwali klientow, fryzjerzy nie ukladali fryzur, psiaki nie biegaly po trawnikach, sportowcy nie uczestniczyli w olimpiadach, rodziny nie wyjezdzaly na wakacje. No ale coz, ja urodziny juz mialam. I moglam wczesniej myslec o moich zachciankach. Teraz zblizaja sie urodziny mojej kuzynki. Zastanawiam sie jakie zyczenie ona moglaby miec. Zwazywszy na jej charyzmatycznego i patriotycznego ducha, chcialaby zapewne, abym przypomniala emigrantom o zyciu, o Polsce, o szarym dzionku. Emigranci – nie lekcewazmy tesknoty. Ostatecznie co ze wszystkiego zostaje, to tylko tesknota (i zmeczenie) jak mawial Mrozek. Cytuje jej list:
Urocza Kuzyneczko !!!!
Pytasz ile chemii mam jeszcze do wziecia. Nie wiem, bo nie moglam nigdy zastac ordynatora, ale bez wzgledu na ilosc jakos musze to przetrwac. No, ale nie rozprawiajmy juz o chorobie tylko o jakichs wazniejszych rzeczach. Co do naszego przyjazdu do US i tak nie przybylibysmy z Yarisem, bo traktowanie psów podczas lotu nie jest najlepsze, a Yaris jest z nami bardzo zzyty. Nie wyobrazam sobie jego siedzacego gdzies w klaustrofobicznej klatce pod pokladem samolotu. No, a teraz z innej beczki, chcialabym ci przytoczyc slowa piosenki zespolu IRA , która moglaby byc o tobie, a jest o mnie:
" Moglbym byc teraz w USA
w pocie czola zbijac gruby szmal
móglbym pic piwo i palic skrety,
ale nie nie nie nie uciekne stad
Mój dom to te szare ulice
Mój dom to kolejka po prace
Mój dom to ci smutni ludzie
Mój dom to ja i ty"
To jest wlasnie moja Polska - ciezko jest tu zyc, ale jestem u siebie. Wiem o czym mówia drzewa, drogi, psy i koty, bo mówia moim jezykiem i oddychaja polskim powietrzem, które jest troche bardziej swieze od amerykanskiego. Ha..ha.. Czasami mysle o tobie i troche ci wspólczuje. Jestes jakby zawieszona w prózni - zyjesz tam, ale mysle, ze nie czujesz tego swiata i tak naprawde jestes samotna. Wiem, ze USA to kraj wielkich mozliwosci, kariery i pieniedzy, ale czy to w zyciu jest najwazniejsze? Przeciez mozemy umrzec juz jutro i pozniej zalowac tych straconych emocji zwiazanych z byciem u siebie. W zwiazku z tym , ze dlugo nie bedziemy sie widziec, moglibyscie przyslac nam jakies zdjecia. Moze zdjecia waszego domu, pieska, bo jesli urwie nam sie kontakt, to bedzie bardzo przykro. Szkoda ze mieszkasz tak daleko, gdyby to byla Europa, to przyjechalibysmy, a tak to d..a!!!! W sobote byla u nas Klodawa i Lubsko. Bardzo podobalo im sie nasze mieszkanie. Pan Wiesiek byl po prostu zaskoczony róznymi pomyslami. Poza tym moi rodzice mieli 35. rocznice slubu i kupilismy im satynowa posciel z haftowanymi stokrotkami z napisem kocha.... nie kocha.... kocha....... Cioci Miruni kupilismy srebrna satynowa posciel i bardzo sie cieszyla. No dobra, koncze to gderanie. Powodzenia, zdrowia i usmiechów. Bede do was czesto pisac, nalezy wam sie, w koncu jestescie tam sami. Bedziecie miec mnie jeszcze dosyc, ale… zycie jest ciezkie.
pa!!!!
Kocham was
Nie chudnij, a ty nie tyj (Do Daniela)!!!!!!!!
Ania
Ania odeszla kilka miesiecy temu. A ja wciaz podziwiam wschody slonca, zakochane pary w parku, czerwone Ferrari, w ktorym wydaje mi sie, ze byloby mi jak w rakiecie, stopenki Klary i jej jazzmanskie zakusy. Mam jednak nadzieje, ze kiedy odejde caly swiat pojdzie wraz ze mna.
P.S. Ania byla filologiem angielskim. Jako nauczycielka pielegnowala kwiat polskiej mlodziezy. Przez ponad 10 lat toczyla batalie z rakiem. Zatem zna zycie od podszewki.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz