Asertywnosc. Slowo klucz podczas rozomow o prace, drogowskaz, pilot otwierajacy wszystkie bramy. Jednak, jak to mowia, co kraj to obyczaj. Inna kultura, rozne definicje, odmienne podejscie do sprawy. Kilka lat temu pracowalam w Gazecie W. Budujace doswiadczenie zawodowe. Dziennikarski swiatek samotnikow, uparciuchow, zagorzalcow, inteligentow i bystrzakow. Asertywnosc moi koledzy mieli opanowana do perfekcji. Jezeli chodzi o mnie, to jak sie dowiedzialam, bylo troche gorzej. Kiedys zastepca szefa gazety poprosil mnie, abym zostala troche dluzej w redakcji, a bylam juz chyba po dziesieciogodzinnym kieracie. Chcial, abym pomogla grupie zamknac numer. Choc slanialam sie na nogach – tego dnia musialam latac po calym miescie szukajac niedoszlego samobojcy i swiadkow, ktorzy widzieli jego wieszajacego sie na osiedlowym drzewie – z miejsca sie zgodzilam. Chcialam wlozyc cos do firmy i podtrzymac kolegow, skoro potrzebowali mojej pomocy. Przeciez bylam czlonkiem druzyny. I co uslyszalam od szefostwa: "Oj Asia, Asia, jestes na bakier z asertwnoscia. Zeby znaczyc cos w swiecie, musisz nauczyc sie mowic nie". Jasna cholera. To ja chce im pomoc, czuc sie jak w teamie, a oni maja juz gotowa diagnoze osobowosci – brak asertywosci. Wlasciwie to podcinaja skrzydla juz na samym poczatku kariery, bo jak byc dzienikarzem i nie byc asertywnym. To jak oksymoron, antyteza, krzepnacy ogien. Gdybym byla prawdziwym polskim dziennikarzem, odpowiedzialaby mojemu szefowi: a pocaluj Ty sie w d… Bo polscy dziennikarze grzesza inteligencja, bystroscia umyslu, nonkonformizmem i nieelegancja. Czy jednak tylko polscy dziennikarze? Czy to taka nasza polska natura przekazywana w genach? Jak szef mowi, to to znaczy tyle co rowerzysta na autostradzie. A Amerykanie caly czas wpajaja mi do glowy te swoje banialuki o pracy w zgranym teamie z bossem na czele – team work, team player, contribute to the team. Z tamtych dni w redakcji zapamietalam sobie, ze dobry dziennikarz-pracownik powinien odznaczac sie przede wszystkim dociekliwoscia, indywidualizmem, arogancja i asertywnoscia w polskim znaczeniu – wladza to tyle co nic, zawsze sprzeciwiaj sie przelozonemu, nie pozwol sobie napluc w kasze. Tak mi wbili do glowy te polska asertywnosc, ze nie moge sie jej teraz pozbyc. Ciarki mi przechodza, kiedy slysze, o tym amerykanskim zjednoczeniu: ze one nation under one god, ze united states of America, ze I'm a uniter, not a divider (G.W. Bush). Zle skojarzenia mam. Komunistyczne. Gdybym sie tutaj zachowala jak w owych czasach w redakcji GW, pewnie dostalabym jakis bonus na koniec roku, a juz na pewno pochwale od menadzera za being passionate and hardworking. Moze dlatego maja co maja, bo potrafia sie wziac do kupy i spojrzec realniej na zagadnienie asertywnosci. Jednak nie ma sie co oszukiwac - im jest latwiej. Nie dziwgaja na swoich barach tyle bagazu, co my Polacy: kompleksu Marksa i Engelsa oraz… szlacheckiej spuscizny: Przodkowie moi byli polska szlachta. Po nich zostaly mi moje instynkty, miedzy nimi: moze i liberum veto. - Fryderyk Nietzsche
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz